| < Luty 2011 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28            
Artur Kiełbasiński
Prawnik, publicysta, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Gospodarczy liberał, przeciwnik przepisów, inflacji prawa, urzędniczej bezradności. Nieufny wobec polityków. Wobec wszystkich polityków


Napisz do mnie: artur.kielbasinski@agora.pl


RSS


RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011
Ułatwienia dla biznesu czyli wódka "Alpejska"

Od piątku można przeczytać o licznych ułatwieniach, które rząd i parlament przygotowali dla przedsiębiorców. Ma być lepiej, szybciej i taniej. Mniej zaświadczeń, więcej oświadczeń. A tablice rejestracyjne będzie można produkować bez jakiegokolwiek urzędniczego przyzwolenia.

Z drugiej jednak strony można było znaleźć w ostatnich dniach zadziwiającą informację o losach wódki "Alpejska" produkowanej od (uwaga!) 17 lat w Siedlcach. Otóz jak opisała prasa - ja przeczytałem o tym w "Uważam Rze" - urzędniczka kontrolująca siedlecką gorzelnię doszła do wniosku, że nazwa "Alepejska" jest nieuzasadniona, wprowadza konsumenta w błąd i nie ma uzasadnienia faktycznego. Pomyślała, uznała swoje racje i... zakazała produkcji.

I prawdę powiedziawszy informacja z Siedlec jest dla mnie znacznie ważniejsza, niż tzw. "rządowy pakiet deregulacyjny". Bo co to za przepisy, które umożliwiają urzędnikowi zamykanie prowadzonej od 17 lat produkcji. Jadnoosobowo? Jakim cudem... Ano takie mamy przepisy.

I dlatego jakoś specjalnie mnie nie cieszy zamiana zaświadczeń na oświadczenia. Bo tak długo, jak urzędnik - bez wyroku sądowego - będzie "zamykał" legalnie wytwarzany produkt, to biurokracja będzie w naszym kraju tłamsiła biznes.

Czy zatem nie przeszkadza mi wódka "Alpejska" produkowana w Siedlcach? Absolutnie nie. Bo "włoskie" samochody robią Polacy, a "niemieckie" Czesi. Bo "francuskie" perfumy powstają na całym świecie, "włoskie buty" szyją Chińczycy, a konkretne produkty o dowolnej nazwie produkuje ten kto ma licencję, patent lub recepturę.

Co innego, gdyby przeciwko siedleckiej gorzelni wystąpiły władze regionu Tyrol, albo Karyntia. Od biedy może być Ziemia Salzburska, albo leżąca po włoskiej stronie Adyga. Wtedy sprawę wódki "Alpejskiej" można by traktować poważnie.

Rzecz jednak w tym, że "alpejskich interesów" nie bronią sami zainteresowani. Broni ich - moim zdaniem nadgorliwie - polski urzędnik. Austriacy, Włosi lub każdy inny mieszkaniec Alp może być spokojny. Polski urzędnik czuwa. Nawet kosztem gorzelni w Siedlcach. Bo ona, naszą biurokrację najmniej obchodzi.

 

 

czwartek, 24 lutego 2011
Ten nieznośny Facebook

Co jest jednym z największych kłopotów polskich mediów? Gdyby listę taką tworzyć na podstawie prac Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji można dojść do wniosku, że kłopotem takim jest Facebook.

W czym problem? Otóż media (w tym publiczne) odsyłają swoich widzów, słuchaczy (niepotrzebne skreślić) na swoje profile na FB. I to się właśnie KRRiT nie podoba.

Dlaczego? Bo promują serwis społecznościowy, a ktoś może sobie tego nie życzyć.

Logiczne? Dla mnie nie. Bo przeciętny widz, słuchacz, czy inny odbiorca mediów sam decyduje o tym, czy z promocji skorzysta, czy nie.

Co zatem zrobić z odesłaniami do FB? NIC. Proszę nic z tym nie robić. Nie trzeba nowych regulacji, w dodatku w sprawie tak - przepraszam - bzdurnej. O tym, co robić w mediach z FB niech decydują, bez żadnej instrukcji, ich menedżerowie.

Obecność mediow na FB świadczy raczej o ich zrozumieniu dla nowych czasów. Czy to promocja samego FB? Tak, ale tylko w pewnym sensie. Bo w ramach własnego profilu, tu jego właściciel decyduje o wyświetlanych tam treściach. To wyjście do milionów użytkowników sieci, którzy już są na FB. To próba pozyskania nowych użytkowników.

I jeszcze drobiazg. Jeśli zakazać odsyłania na FB, to czemu nie zakazać w ogóle odsyłania do internetu? Przecież ktoś może sobie nie życzyć linka na stronę www, bo wcześniej słyszał, że internet to porno, gry i miejsce dla piwoszów.

Mam oczywiście świadomość, że KRRiT i tak jakieś przepisy stworzy. Bo są potrzebne. Nie dla ludzi, czy mediów, ale dla podkreślenia wagi, samej Rady. I dlatego uważam, że to świetny temat na rozpoczęcie bloga "biurokracja". Takie absurdy, absurdziki i "poważne sytuacje" będę na nim opisywał. Licząc na Wasze, czytelników wsparcie.