Artur Kiełbasiński
Prawnik, publicysta, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Gospodarczy liberał, przeciwnik przepisów, inflacji prawa, urzędniczej bezradności. Nieufny wobec polityków. Wobec wszystkich polityków


Napisz do mnie: artur.kielbasinski@agora.pl


RSS


Blog > Komentarze do wpisu
Polskie piekło, czyli innowacje z azbestem w tle

 

 

 

 

Czasami na jednym przykładzie widać jak w Polsce tworzy się prawo, jak prawo działa, a bywa, że nie działa. Takim przykładem jest sprawa utylizacji azbestu. Nie, nie będę pisał o technologiach. Napiszę jak źle tworzy się prawo i jeszcze gorzej - to prawo realizuje.

Sprawa nie jest trywialna, problem dotyczy bowiem utylizacji azbestu, czyli rzeczy ważnej i dla ludzi i dla ekologii w ogóle.

Ale do rzeczy. Na początku ubiegłego roku uchwalono ustawę regulującą zasady gospodarki odpadami. W trakcie prac znalazły się w niej zapisy związane z utylizacją azbestu. Część naukowców związanych z ochrona środowiska protestowała. Wskazywano, że ustawa promuje jedną technologię, a wręcz że jest napisana pod jedną firmę.

 http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7711325,Zycie_w_tumanach_azbestu__Nowa_ustawa_grozna_i_pod.html?as=1&startsz=x

  Nie sposób ocenić słuszności zarzutów. Wydaje się jednak, że nie wszystko skonsultowano wystarczająco na etapie tworzenia ustawy. A może skonsultowano, a głos zabierają tylko niezadowoleni? Trudno ocenić. Rzecz jednak w tym, że już po wejściu w życie ustawy nowa technologia, tak rzekomo „niesprawiedliwie promowana” w nowych rozwiązaniach prawnych tak naprawdę utknęła w miejscu. Utknęła w miejscu z powodu urzędników - po przeszło roku obowiązywania nowych regulacji okazało się bowiem, że nie ma rozporządzeń wykonawczych umożliwiających stosowanie tych technologii. A jednocześnie resort odpowiedzialny za ochronę środowiska... nagradza nową, nieco kontrowersyjną (a może tylko krytykowaną?) technologię. Jeśli nową technologię nagradza resort środowiska to zakładam, że wie co robi.

W efekcie mamy polskie piekiełko z prawem i azbestem w tle.

 1. Nowa technologia jest nagradzana i ma być promowana jako polskie rozwiązanie na świecie:

http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,10100915,Wspieranie_biznesu___promocja_za_granica_i_zakaz_w.html

 2. Firma, która opracowała to rozwiązanie jest poddana publicznej krytyce za umiejętność rzekomego załatwienia sobie korzystnych zapisów w ustawie.

 3. Gdy ustawa wchodzi w życie, realnie nie da się stosować technologii, którą ta ustawa zalegalizowała.

 Klasyczny biurokratyczny klincz. Ale efekty są opłakane. Mamy więc firmę z nową technologią, która czuje się wystawiona do wiatru. Mamy urzędy, które szykują prawo budzące kontrowersje, a potem nie mają odwagi realizować tego prawa. Na koniec mamy krytykę rozwiązań ustawowych. A jednocześnie nic nie wskazuje, aby ktoś chciał zmienić ustawę. Wszystko sprawia, że sytuacja jest patowa. Nie ma odwagi na zmiany. Innowacyjność po polsku. Piekiełko.

czwartek, 11 sierpnia 2011, artkie

Polecane wpisy

Komentarze
2011/08/11 18:00:08
sprostowanie maleńkie ... nie polskie piekiełko tylko PO.
-
2011/08/11 20:14:18
@ olias
Jako urzędnik z dość długim stażem, który przeżył już rządy SLD, PiS i - aktualnie przeżywa - PO, mogę z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem zapewnić, że burdel i bezhołowie było podobne i za rządów tych pozostałych.
To nie jest kwestia legitymacji partyjnej. To pewna specyficzna, polska mentalność i podejście do problemów. Beznadziejne prawo było tworzone w przeszłości i powstaje teraz. Obrastało i obrasta do tego w rozmaite formy prawa powielaczowego - jakieś ministerialne interpretacje, pisma i wytyczne, dla których nie sposób znaleźć umocowanie w obowiązującym systemie prawnym, ale które wywierają realny wpływ na urzędową praktykę na różnych szczeblach administracji.
Nie ma co tu robić polityki. Za to, co się dzieje ponoszą solidarną odpowiedzialność wszystkie siły polityczne, jakie wywierały wpływ na kształt polskiego prawa i funkcjonowanie administracji od upadku komunizmu. Bez wyjątku. Tak więc wieszając psy na Donaldzie pamiętaj, że trzeba też znaleźć gustownego Azorka dla Jarosława, o Waldemarze i paru innych nie zapominając.
-
2011/08/12 00:36:50
wśród bandy IDIOTÓW politycznych rabusiów kasy, (obojętnie z jakiej opcji)
zasiadających w sejmie RP mieniących się politykami i wybrańcami Narodu
nie ma: wiedzy ani chęci wiedzy na tematy społeczne istotne dla Narodu
ONI tam są żeby zarobić a się nie narobić,
księża na księżyc, politycy na Polinezję
-
2011/08/12 10:10:15
buhahahahaha
"Jeśli nową technologię nagradza resort środowiska to zakładam, że wie co robi."
-
2011/09/27 03:26:56
Autentycznie niema się czym przejmować. Nie raz, a stale ustawodawcy udowadniają nam, że wszystkie akty prawne, zarządzenia, rozporządzenia ustawy są wprowadzane dla załatwienia czyjegoś interesu. pojedynczych osób, ale za to wpływowych. Trudno się dziwić w takiej sytuacji, że ustawa o gospodarce odpadami też jest komuś przypisywaną. Na akty prawne dla dobra całego społeczeństwa, jeżeli nie stoi za nimi jakaś potrzebująca persona, parlamentarzystom już czasu nie staje. Zatem mamy same buble prawne z powodu zbyt krótkiej kadencji. Może to jest myśl? Mniemam, że przednia, ale nie do realizacji dopóki nie wydano rozporządzenia, o zerowym bilansie parlamentarzysty przez kadencję. Działanie "non profit" musi poprzedzać naprawę Rzeczypospolitej. Wszystkie uzasadnione wydatki zwrócić do grosza, ale zero dochodu. Służba społeczeństwu jest wystarczającym zaszczytem dla parlamentarzysty. Nie powinien się na tym bogacić. To nie etyczne. To służba, a nie praca zarobkowa.
Śmiem obrazobórczo twierdzić, że ponad połowa obecnych parlamentarzystów obu izb zajmuje się tym wyłącznie dla zarobku. Udowodnić potrafię. Takich ludzi trzeba się pozbyć z parlamentu systemowo. Jak? Podałem wyżej. Może wtedy i mnie tam spotkacie? Warunek: "non profit".
-
2011/09/27 03:38:49
Meritum sprawy nie poruszone przez nikogo do tej chwili. Utylizacja azbestu. Niema na Świecie technologii utylizacji mechanicznej azbestu. Jedynym sposobem jest przetopienie go w granulki izomorficzne lub związanie w związku chemicznym. Pierwsza z tych metod jest trudna do przyjęcia ze względu na ogromny wydatek energetyczny. Od czasu, gdy Balcerowicz sprzedał Niemcom polską energetykę za grosze, jesteśmy i nadal będziemy ubodzy w energię. Nic tego nie zmieni. nawet 8 GW mocy 6 stopni energetyki wodnej na Wiśle. Pozostaje metoda chemiczna. Jeżeli ktoś taką opracował, jestem całym sercem ZA. Nie przesadzajmy jednak z azbestem. On jest jak odchody. Nie ruszane, nie śmierdzą. Tak samo jest z płytami na elewacjach. Dobrze ułożone (można sprawdzić i potwierdzić ekspertyzą) mogą tam pełnić swoją funkcję ochronna nie szkodząc nikomu przez setki lat. Byle nie ruszać. podczas demontażu okładzin elewacyjnych do powietrza wody i gleby wydostaje się 5 do 6 razy więcej włókien azbestowych niż przy ich montażu. A więc: NIE RUSZAĆ. Co innego z pokryciami dachowymi. te bezwzględnie trzeba wymienić, bo lakierowanie akrylem powierzchni styku jest dość wątpliwe i jeszcze nikt nie potwierdził ekologicznej skuteczności tej metody. W każdym razie nic mi - zajmującemu się azbestem od 1982 roku - o tej skuteczności nie wiadomo. Andrzej Goerst